Imprezowanie wg UEFA – DSS #6

Wydawać by się mogło, że wielkie imprezy rangi mistrzowskiej są łakomym kąskiem dla tytularnych sponsorów obiektów, na których są one rozgrywane. Wszak oczy całego kontynentu – czasem nawet i świata – przed, w trakcie, a nawet i po meczu, skierowane są na stadion, który promuje ich markę. Niestety, jak to często bywa, rzeczywistość dla inwestorów nie jest tak różowa jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Kupię nazwę areny finału mistrzostw świata i pozna mnie cały świat! – powiedział prezes firmy X. Pomysł wydaje się niezwykle prosty i skuteczny, ale cytując Radosława Kotarskiego, chciałoby się powiedzieć – „nic bardziej mylnego”. Owszem, Pan prezes może kupić nazwę stadionu, który będzie gościł mecz zamykający turniej, ale musi pamiętać o jednym ważnym szczególe.

A mianowicie o tym, że na czas trwania imprezy i tak będzie musiał zwinąć swoje zabawki i „oddać” stadion w ręce piłkarskiej federacji. Od tego czasu na obiekcie nie może znajdować się żaden element, który mógłby w jakikolwiek sposób promować firmę X lub każdą inną, która nie jest jednym z oficjalnych sponsorów imprezy.

article-2282420-1318875d000005dc-409_634x322
Allianz A… Stadion w Monachium w podczas finału Ligi Mistrzów w 2012 roku / fot. © EPA / dailymail.co.uk

Podczas mundialu w 2006 roku, który odbywał się za naszą zachodnią granicą, aż 7 z 12 stadionów na ponad miesiąc zmieniło oficjalną nazwę. Fakt, że ponad połowa obiektów-gospodarzy musiała poddać się temu zabiegowi świadczy o tym jaki potencjał miał rynek naming rights już przeszło 8 lat temu.

Kolejnych przykładów „dekomercjalizacji” nie trzeba szukać daleko – Euro 2012 i gdańska PGE Arena. Tam również widoczność szyldu sponsora tytularnego musiała zostać zdecydowanie ograniczona.

Mniej znanym przypadkiem jest stadion miejski we Wrocławiu, na którym wątpliwości organizatorów wzbudzał napis „Śląsk Wrocław” ułożony z krzesełek. Klub, jakby nie patrzeć też jest marką, a więc teoretycznie również powinien zniknąć ze stadionu na czas trwania mistrzostw.

stadion_slaska_wroclaw06
Stadion miejski we Wrocławiu podczas Euro 2012/ fot. © Wrocław 2012

Jak widać na załączonym obrazku ostatecznie napis został na swoim miejscu. Powód podjęcia takiej decyzji był najprawdopodobniej taki sam jak w przypadku Donbass Areny w Doniecku. Jeszcze parę lat temu Donieckie Zagłębie Węglowe, czyli tzw. Donbass, nie było znane szerszej publiczności. Dzisiaj wszyscy wiedzą, że podobnie jak „Śląsk” jest to nazwa regionu geograficznego, a więc komercyjne obostrzenia ich nie dotyczą.

Żeby już tak nie demonizować UEFA jako organizatora dodam, że federacja pokrywa ewentualne koszty wynikające ze „zużycia” stadionu, a także te niezbędne do przygotowania obiektu na czas turnieju, czyli np. wymiana murawy.

donbass_arena14
Donbass Arena, Donieck – dziś, ze względu na konflikty zbrojne na Ukrainie stoi nieużywana / fot. © Donbass Arena

Pomimo komercyjnych ograniczeń, kolejka stadionów chętnych do organizacji wielkich imprez pod egidą UEFA, jest bardzo długa… Co prawda niektórzy traktowani są wyjątkowo pobłażliwie, ale w większości przypadków trzeba odczekać -naście, a czasem nawet -dziesiąt lat żeby znów otrzymać możliwość organizacji ważnego meczu. Nowych stadionów wciąż przybywa, a kolejka rośnie…

Ja tymczasem dziękuję za poświęcony mi czas i do zobaczenia za tydzień!

Spodobało się? Udostępnij! 😉

Samozwańczy specjalista ds. stadionów piłkarskich – gdyby mógł, zamieszkałby na stadionie. Podobno zrezygnował ze studiów architektonicznych kiedy dowiedział się, że nie będzie nic o stadionach… Dziś kontynuuje rozpoczęte w 2008 roku studiowanie tej tematyki na własną rękę. Ostatnio, organizator konkursów z serii „Stadia Designers Cup”.

Dodaj komentarz